Klucz 2 – Eucharystia to ktoś, a nie coś

Klucz 2 – 2021-12-19 (3 rozważanie)
Dzisiaj na kolejnej katechezie rozważamy o tym, że:
EUCHARYSTIA TO KTOŚ, A NIE COŚ

Jedną z pierwszych i najpilniejszych rzeczy, które musimy sobie uzmysłowić za każdym razem gdy przychodzimy na Mszę świętą jest to, że podczas Eucharystii spotykamy żywego Boga.
Jezus tak skarżył się s. Faustynie:
„Pragnę jednoczyć się z duszami ludzkimi; rozkoszą Moją jest łączyć się z duszami.
Wiedz o tym, córko Moja, [że] kiedy przychodzę w Komunii świętej do serca ludzkiego, mam ręce pełne łask wszelkich i pragnę je oddać duszy, ale dusze nawet nie zwracają uwagi na Mnie, pozostawiają Mnie samego, a zajmują się czym innym. O, jak Mi smutno, że dusze nie poznały Miłości.
Obchodzą się ze Mną jak z czymś martwym”.
[Dz 1385]
Zwróćmy uwagę na pełne bólu słowa Jezusa: „ludzie obchodzą się ze Mną, jak z czymś martwym”.
To bardzo ważne stwierdzenie, od którego chcemy zacząć dzisiejszą katechezę.
Chcemy na nowo uświadomić sobie, że Jezus, który jest obecny w Eucharystii jest żywy, a Hostia, którą przyjmujemy nie jest rzeczą, nie jest opłatkiem ani chlebem, tylko osobą Syna Bożego.
Z jednej strony wydaje się to oczywiste, bo od dziecka znamy Ewangelię i niemal na pamięć potrafimy zacytować słowa Jezusa: „Ja jestem chlebem żywym który zstąpił z Nieba” (J 6, 51). Musimy jednak pamiętać, że skoro Jezus jest chlebem, oznacza to również, że ten niebiański chleb jest Jezusem, czyli osobą Syna Bożego. Jeśli nie chcemy zasmucać Jego serca, powinniśmy traktować Go jak żywą osobę, a nie jak rzecz. Rzeczą jest np. chleb. Jest to przedmiot, który można kupić, pokroić, zjeść lub wyrzucić.
Osoba to ktoś z kim można porozmawiać, spędzić czas, słuchać jej, patrzeć na nią, zasmucać czy pocieszyć. Jezus, którego spożywamy w Eucharystii pod zewnętrzną postacią chleba jest osobą Syna Bożego. Jest to ten sam przedwieczny Bóg, który zamieszkuje Niebo. Dwa tysiące lat temu stał się człowiekiem nie przestając być Bogiem. Chodził wtedy po palestyńskiej ziemi, nauczał, uzdrawiał, a potem umarł na krzyżu, zmartwychwstał i wstąpił do Nieba. Nie chciał jednak być daleko od nas, dlatego zmienił tylko formę swojej obecności: to, co było widzialne w naszym Zbawicielu, przeszło teraz do Jego sakramentów – naucza papież Leon Wielki.
Za każdym razem gdy podczas Mszy świętej kapłan wypowiada słowa konsekracji, dokonuje się cud: Jezus, który mieszka w Niebie, zstępuje z Nieba i przyjmuje postać chleba i wina. Od tego momentu chleb nie jest już chlebem, a wino nie jest winem. Pozostaje zewnętrzny wygląd tych substancji, ale w swej istocie jest to Jezus Chrystus – prawdziwy Bóg, który jest osobą.
Aby to sobie lepiej uzmysłowić, wyobraźmy sobie Niebo, a w nim siedzącą na tronie Trójcę Świętą. Obok siebie znajdują się: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. A teraz wyobraźmy sobie, że zamiast Jezusa widzimy Hostię. Ojciec z Duchem Świętym wciąż tam są; jedyne co się zmieniło, to wygląd Jezusa. To ten sam Jezus Chrystus, Syn Boży, ale ukryty za zasłoną chleba. A teraz pomyślmy odwrotnie: gdy uczestniczymy we Mszy świętej, w pewnym momencie ksiądz unosi wysoko białą Hostię. Wierzymy, że ta Hostia to sam Jezus Chrystus, który siedzi na tronie w Niebie, a za sprawą modlitwy kapłana, w tym momencie zamieszkuje w małym kawałku chleba.
Wiemy już, że Eucharystia to Ktoś, a nie coś, czyli osoba Jezusa Chrystusa.

Teraz spróbujmy jeszcze uzmysłowić sobie, że jest to żywa osoba. Z żywą osobą można się spotkać i każde spotkanie jest inne. Wyobraźmy sobie, że po 20 latach nieobecności przyjeżdża do nas ciocia z Ameryki, którą bardzo lubimy. Jak wyglądałoby takie spotkanie? Witamy ją w progu, przytulamy, pomagamy wnieść walizki, mówimy „dobrze Cię widzieć”, prowadzimy do pokoju, robimy herbatę, proponujemy ciastko, pytamy co u niej i spędzamy miło czas. Zauważmy te małe gesty, które świadczą o tym, że traktujemy kogoś jak osobę, z szacunkiem należnym jej wiekowi, stanowi czy ze względu na uczucie jakie do kogoś żywimy. O ile bardziej te drobne gesty należą się Bogu, gdy przychodzimy do Jego Domu. On jest gospodarzem tego miejsca. Traktuje nas poważnie jak swoich przyjaciół, a więc kocha nas i tęskni za nami. Cieszy się, gdy odwzajemniamy tę przyjaźń; smuci się, gdy traktujemy Go jakby nie istniał.
Gdy wchodzimy do kościoła, pierwszymi naszymi myślami powinno być więc zawsze uświadomienie sobie: „przychodzę do domu, w którym mieszka osoba”, „tu jest żywy Bóg”, „jestem w świętym miejscu i za chwilę spotkam się z Bogiem”. Taką postawę nazywamy „stanięciem w Bożej obecności”. Dzięki temu Mszę świętą będziemy traktowali nie jako pusty obrzęd, ale jako piękne spotkanie z żywym Bogiem.
Są dwa sposoby, które mają nam pomóc wzrastać w świadomości, że spotykamy tu żywego Boga. Pierwszym z nich jest sam udział we Mszy świętej. Kościół uczy, że „wiara wyraża się w tym obrzędzie a obrzęd zwiększa i umacnia wiarę” (SC 6). Oznacza to, że każda Eucharystia, o ile przeżywana jest z należytym szacunkiem i nastawieniem serca, umacnia naszą wiarę. Przychodzimy z taką wiarą jaką mamy, a sam Bóg za każdym razem ją wzmacnia. Potrzebne są tylko nasze szczere chęci i zaangażowanie w to, co się dzieje podczas Eucharystii. Walczmy więc o zasłuchanie, koncentrację, piękne wykonywanie
gestów, a to wszystko z czasem pomoże nam odkryć, że jest z nami żywy Bóg.
Drugim sposobem jest praktykowanie modlitwy indywidualnej. Nie da się mieć głębokiej wiary w obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie, jeśli poza Mszą świętą nie modlimy się sami. Jak mawiamy: „z próżnego i Salomon nie naleje”. To modlitwa osobista jest pierwszym miejscem wzrostu naszej wiary i jeśli jej nie praktykujemy, nie dziwmy się, że Msza święta będzie nas nużyć i męczyć.
Bardzo ciężko przyjdzie wtedy uświadomienie sobie, z kim spotykamy się na Eucharystii, jeśli nie znamy Jezusa z naszej codzienności.
Posłuchajmy na koniec jeszcze raz słów Jezusa, które skierował do św. Faustyny, abyśmy dobrze przygotowali się do spotkania, które za chwile się wydarzy: „Pragnę jednoczyć się z duszami ludzkimi; rozkoszą Moją jest łączyć się z duszami. Wiedz o tym, córko Moja, [że] kiedy przychodzę w Komunii świętej do serca ludzkiego, mam ręce pełne łask wszelkich i pragnę je oddać duszy, ale dusze nawet nie zwracają uwagi na Mnie, pozostawiają Mnie samego, a zajmują się czym innym. O, jak Mi smutno, że dusze nie poznały Miłości. Obchodzą się ze Mną jak z czymś martwym”. [Dz 1385].


Wyciszmy nasze serca, pomódlmy się do Ducha Świętego i przygotujmy się na to spotkanie z żywym Bogiem.
Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze, dodaj nam zdolności i ochoty, aby ta Eucharystia była dla nas pożytkiem doczesnym i wiecznym. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.